Co wybrać – program AA czy terapię?

Wielu uzależnionych zadaje to pytanie. Często też odpowiedź na nie brzmi: „A po co wybierać? Zrób to i to”. Jednak robienie programu 12 kroków i terapii w jednym czasie może nie być dobrym pomysłem. Dlaczego?

 

– Wszystko mi się miesza – skarży się Renata. – Na terapii mówią mi: „nic nie musisz”, na programie sponsorka powtarza: „musisz to i to”. Na terapii uczę się traktować siebie z czułością, a na programie nacisk kładziony jest na dyscyplinę czy na pracę z własnymi wadami. Nie wiem już, co mam robić, w jaki sposób siebie traktować. Czuję się zdezorientowana.

Choć program AA i terapia nie muszą się wykluczać, nie muszą sobie przeszkadzać, niektóre osoby próbując przejść przez oba te procesy jednocześnie, mogą odczuwać podobny, co Renata, zamęt. Żeby zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, warto poznać specyfikę każdego z tych podejść, ich cele oraz korzyści z nich wynikające.

 

Terapia

Terapia to forma pomocy psychologicznej, prowadzona w formie 1:1 – czyli terapeuta – pacjent lub w formie spotkań grupowych (wielu pacjentów plus terapeuta jako prowadzący). Terapia rządzi się pewnymi prawami, zasadami m.in. tą, że pacjent i terapeuta nie są na równych pozycjach (terapeuta ma tu autorytet), że rolą terapeuty jest pełna koncentracja na interesie pacjenta (nie zajmuje się interesami innych osób w środowisku pacjenta), że terapeutę obowiązuje zasada poufności itd.

Celem terapii w wielkim skrócie jest wydobywanie na wierzch wewnętrznych konfliktów pacjenta i pomoc mu w ogarnianiu tychże (zrozumieniu tych konfliktów, łagodzeniu ich skutków bądź – o ile to możliwe – w rozwiązywaniu ich). Terapeuta koncentruje się na pacjencie i jego potrzebach, empatycznie słucha i radykalnie akceptuje go takim, jakim ten pacjent jest. Pacjent powinien się w terapii czuć bezpiecznie, powinien móc w bezpieczny sposób wyrażać i przeżywać wszystkie, nawet najbardziej trudne emocje. Nie znaczy to, że terapia ma być mizianiem pacjenta po pleckach (choć często tym właśnie jest), ale ma służyć kojeniu cierpienia pacjenta lub zmierzać do łagodzenia tych cierpień.

Terapeuta jest dla pacjenta kimś w rodzaju przewodnika. Za pomocą różnych technik, metod, narzędzi prowadzi go ku pożądanym zmianom. Nie mówi mu jednak wprost, co ten ma robić. Nie doradza (bo terapia to nie doradztwo), raczej naprowadza pacjenta na to, gdzie on ma szukać drogi do siebie samego i do rozwiązania własnych problemów. Terapia nie może odbierać pacjentowi sprawczości, przeciwnie ma do niej zachęcać, motywować.

Proces docierania do siebie i odnajdowania własnych ścieżek jest często procesem długotrwałym. Trwa od kilku miesięcy nawet do kilku lat. W trakcie terapii pacjent uczy się kontaktować ze sobą samym, poznaje siebie, zaczyna lepiej siebie rozumieć i umieć sobą zarządzać.

 

Terapia uzależnień

Terapia uzależnień to specyficzny rodzaj terapii. Jest znacznie bardziej konkretna i znacznie bardziej dyrektywna niż klasyczna terapia, przeznaczona np. do pracy z zaburzeniami nerwicowymi. Podczas terapii uzależnień pacjent ma poznać przede wszystkim specyfikę swojej choroby i nauczyć się z nią żyć tak, by ta go nie wyniszczała. Zatem jej głównym celem jest zapanowanie nad nałogiem. Najczęściej jest to proces krótkoterminowy (6–8 tygodni), reszta – czyli dalsza praca terapeutyczna, która może trwać dłużej (nawet i 2 lata) to już w zasadzie praca nad utrwalaniem nowych, konstruktywnych nawyków oraz praca nad emocjami, choć zwykle to wszystko też realizowane jest w kontekście problemu uzależnienia. Tak więc w tej terapii cel jest jasny i konkretny, i wszystko jest temu celowi podporządkowane.

W terapii uzależnień, podobnie jak w klasycznej terapii, terapeuta nie doradza pacjentowi, tylko go prowadzi, ale jednak podaje mu też wyraźnie pewne uniwersalne wskazówki, dotyczące obsługi siebie i swojej choroby. Tu znacznie częściej pacjent usłyszy: „jeśli chcesz zachować trzeźwość, rób tak i tak”, „jeśli nie chcesz wrócić do picia, nie rób tego i tamtego”. Jak zatem widać terapia uzależnień ma w sobie wiele elementów edukacyjnych. Łączy się w niej również pracę indywidualną z terapeutą, z pracą terapeutyczną w grupie.

 

Program 12 kroków

W programie AA wszystko opiera się na relacji sponsorpodopieczny (sponsorowany). Zasadniczo to relacja równościowa – uzależniony prowadzi uzależnionego. Mimo wszystko sponsor to jednak uzależniony z nieco wyższym stażem w trzeźwieniu niż podopieczny (zwykle osoba początkująca), dysponująca też konkretną wiedzą do przekazania. Dlatego, choć obie strony tej relacji łączy wspólny problem, istnieje pewna asymetria w statusie sponsora i podopiecznego (sponsor jest tu kimś w rodzaju mentora). Mimo iż podobnie jak terapeuta, sponsor nie jest od doradzania podopiecznemu, tylko od przekazania mu wiedzy o programie i dzielenia się z nim własnym doświadczeniem, to jednak ma prawo, a nawet obowiązek sugerować mu pewne korzystne dla niego sposoby postępowania (np. codziennie ściel łóżko, pisz wdzięczności, dzwoń do innych alkoholików itp.). Poniekąd więc mówi podopiecznemu: „jeśli chcesz być trzeźwy, rób to i to, tak i tak”. Oczywiście podopieczny może się na to zgodzić lub nie. Jednakże niezgoda na wykonywanie pewnych sugestii skutkuje wypadnięciem z programu.

Niektórzy podopieczni buntują się na to, że coś „muszą”, że coś im się „każe”. Ale warto do tego podejść jak np. do studiów. Jeśli podejmujemy studia na uczelni, godzimy się na zasady w niej panujące – na zdawanie egzaminów, pisanie sprawdzianów czy chodzenie na wykłady. Jeśli nam nie pasuje, nikt nas nie będzie na uczelni siłą zatrzymywać. Uczelnia nie dostosuje swoich zasad do nas, to my musimy dostosować się do jej wytycznych. Mamy więc wybór – dostosować się lub odejść. I tak samo jest z programem.

Dla wielu osób wejście na program i relacja ze sponsorem mogą być jak zimny prysznic, w porównaniu z ciepełkiem zapewnianym przez terapię (zwłaszcza tę indywidualną). Sponsor to nie terapeuta, nie musi słuchać marudzenia podopiecznego, nie musi rozkminiać tego, jak ten się czuje. On szybciej zapyta podopiecznego o to, co ten dziś zrobił, by poczuć się lepiej. Może podzielić się z nim tym, jak on sam radził sobie w podobnej sytuacji, ale nie będzie go niańczył. To nie jego rola.

Nie bez powodu mówi się, że aby wejść na program 12 kroków i zacząć go stosować w swoim życiu, potrzeba wielkiej determinacji. W dużej mierze bowiem, choć ma się sponsora jako przewodnika oraz wsparcie wspólnoty, przejście przez program wymaga naszej bezwarunkowej gotowości do pracy wedle konkretnych wytycznych i naszej samodzielności.

Można przejść przez program ze sponsorem szybko (tzw. pendolino, co oznacza „przerobienie” programu w kilka dni, kilka tygodni) lub wolno (kilka miesięcy). I jedno, i drugie podejście ma swoje zalety i wady. Pierwsze przekazuje wiedzę o narzędziu i puszcza podopiecznego w świat, by wypróbowywał tę wiedzę w praktyce, co nie jest głupie, ale jednak stwarza ryzyko, że podopieczny nie będzie potrafił teorii zastosować w swoim realnym życiu. Drugie daje podopiecznemu szansę, by pod okiem sponsora nauczył się praktycznego stosowania programu, choć istnieje ryzyko, że uwsteczni to sprawczość podopiecznego – ten będzie migał się przed działaniem samodzielnie (co nie znaczy samotnie).

 

Terapia vs. program

O ile terapia niejako nas rozczłonkowuje, by później na nowo złożyć, często z zupełnie nowych elementów, o tyle program bazuje na tym, co jest. Hartuje nas poprzez konfrontację z rzeczywistością i nakłania do wzięcia odpowiedzialności za swoje życie.

Terapia często sięga do przeszłości, by tam szukać źródeł obecnego cierpienia pacjenta, co nierzadko jest niezbędne, by poprawić jakość jego życia. Natomiast program zmierza do tego, by jak najszybciej zamknąć przeszłość, zostawić ją za sobą i żyć tym, co tu i teraz.

Trzeba jednak wiedzieć, że niektórych spraw z przeszłości nie da się zamknąć na życzenie, zwłaszcza gdy są one ukryte w naszej nieświadomości i istotnie negatywnie wpływają na nasze życie, a my nijak nie umiemy się do tego dobrać. Bez głębokiego terapeutycznego przepracowania tej przyszłości, jej „zamknięcie” może okazać się niemożliwe.

Na programie zamykamy tę część przeszłości związaną z naszym uzależnieniem, ale trzeba też pamiętać, że ta część nierzadko wiąże się z innymi częściami w nas, np. traumami DDA. Często splot tych części ze sobą jest tak silny i zagmatwany, że nie sposób oddzielić jednego od drugiego. Nie sposób zamknąć jednego bez zajęcia się tym drugim. Dlatego m.in. wielu uzależnionych, którzy wchodzą na program 12 kroków, rozkłada się na 4 i 5 kroku, kiedy zaczynają mierzyć się z przeszłością. I bynajmniej nie wynika to wyłącznie z ich braku odwagi do zmierzenia się z ciężarem własnych alkoholowych win, często te winy są też powiązane z poczuciem krzywdy z czasów sprzed popadnięcia w nałóg i ich dotknięcie okazuje się rozwalać kruchy psychiczny system danej osoby. W takich sytuacjach warto poważnie pomyśleć o terapii (tej klasycznej, nie wyłącznie terapii uzależnień).

 

Tu warto jeszcze dodać, że rozpoczynanie terapii (klasycznej) w momencie trwania nałogu nie ma sensu. Najpierw terapia uzależnień, potem – gdy uzyskamy stabilną trzeźwość – dalsza terapia.

Niektórym wystarcza wyłącznie program 12 kroków, inni potrzebują terapii. Tu nie ma reguł. Każdy musi sam odkryć, czego potrzebuje i na jakim etapie. Dobrze jest jednak nie robić wszystkiego hurtowo, nie próbować łapać wszystkich srok za ogon. Wszystko ma swoje miejsce i czas. Rozsądnie byłoby to uszanować. Dopiero wtedy bowiem możemy liczyć na to, że każda z tych wyżej opisanych metod wsparcia wniesie w nasze życie coś użytecznego.

 

Warto przeczytać: 12 kroków – krótki poradnik

Strefa U

 

PS

Nasz portal działa dzięki pracy wolontariuszy i drobnym zrzutkom. Jeśli uważasz to, co robimy, za pożyteczne, prosimy zasil nas wpłatą w wysokości symbolicznej kawy:

Total
0
Share