Ja NIGDY nie wsiadłbym za kierownicę po alkoholu

Od kilku dni telewizornieinternety ekscytują się aferą, że aktor Jerzy S. spowodował wypadek drogowy, prowadząc auto po pijaku. I znów tradycyjnie pożywka dla hejterów i moralnie oburzonych. I znów okrzyki: „Skandal!”, „Jak tak można?!”. I znów pełno zapewnień: „Ja nigdy nie wsiadłbym / nie wsiadłabym za kierownicę w stanie upojenia”.

 

Jestem alkoholikiem i nie zdarzyło mi się prowadzić auta po pijaku. Wiecie dlaczego? Bo kiedy jeszcze piłem, nie miałem prawa jazdy (nie potrafiłem też prowadzić samochodu). Za to niejednokrotnie na niezłej bani jechałem rowerem. Zapewne mniejsze ryzyko zabicia kogoś, ale i tak stwarzałem zagrożenie.

Na szczęście od lat już nie tykam napojów z procentami, ale czasami zdarzają mi się alkoholowe sny. Jeden z nich sukcesywnie się powtarza. W tym śnie śni mi się, że muszę ratować moje dziecko, muszę je szybko zawieźć do szpitala, ale okazuje się, że niedawno piłem. Moja żona wrzeszczy na mnie, że syn umiera, że musimy się spieszyć, żebym brał kluczyki i pędził na ostry dyżur, a ja przeżywam męki. Bo ona nie wie, że zapiłem i nie jestem w stanie prowadzić, a ja boję się jej przyznać i nie wiem, co zrobić. Z jakiegoś powodu w moim śnie nie ma opcji wezwania ER-ki czy zamówienia taxi. Zmuszony jestem podjąć decyzję. Wsiąść za kółko czy nie? Jeszcze nigdy przed obudzeniem się nie udało mi się dokonać wyboru. Ale gdy otwieram oczy, jestem zlany potem. Chwila musi minąć, zanim uświadomię sobie, że jednak jestem trzeźwy. „Rety, co za ulga” – wzdycham wtedy.

Świadomość, że po pijaku mógłbym wyjechać autem na ulicę, jest jednym z moich upiornych lęków. Dziękuję losowi, że w czasach pijaństwa nie byłem jeszcze kierowcą, więc spośród wielu debilnych poalkoholowych pomysłów, które przychodziły mi do głowy, ten o prowadzeniu bryki nie miał szans na realizację. Jestem jednak przekonany, że gdyby było inaczej, gdybym wtedy umiał jeździć samochodem, z pewnością w stanach upojenia, w jakich bywałem, kiedyś by mi się to zdarzyło.

Człowiek po alkoholu głupieje i traci kontrolę. Naprawdę po pijaku robi się takie rzeczy, jakich nigdy nie zrobiłoby się na trzeźwo.

I nie trzeba być alkoholikiem/alkoholiczką, by po suto zakrapianej alkoholem imprezie żałować popełnionych błędów. By popełnić takie błędy, które potem położą się cieniem na całym naszym życiu.

 

Podobny artykuł: Piłeś nie jedź – dlaczego to zalecenie nie ma sensu

 

W naszym kraju abstynentów nie jest znów tak wielu. Większość społeczeństwa jeśli nie chleje, to sporadycznie po alkohol sięga. Statystycznie pijemy dużo, z roku na rok coraz więcej. Wśród tych pijących większość ma samochody, którymi zapitala po drogach w tę i nazad. Każdemu po alkoholu może nagle odwalić. Każdemu. Alkohol to substancja psychoaktywna, a więc nie bez wpływu na naszą psychikę. Jak pijesz, to coś ci to z mózgiem robi i już. 100 razy się udało i nic, a za sto pierwszym i w nowych okolicznościach może być inaczej. Tak więc, jeśli ci się wydaje, że tobie to NIGDY się nie zdarzy, ty to NIGDY nie wykręcisz takiego numeru, to powiem ci tak: „Nigdy nie mów NIGDY”. Jeśli tak mówisz, sam się okłamujesz.

Tymczasem za każdym razem, gdy jakiś celebryta zostaje złapany na jeździe pod wpływem, zaczyna się wielkie halo. Jeśli dotąd był powszechnie szanowany, naród jest w szoku: „Tego się po nim (po niej) nie spodziewałem”, „Kto by pomyślał, że taki gość, a alkoholik?” – jak grzyby po deszczu mnożą się pełne niesmaku i zawodu komentarze. – „Zawsze wiedziałe(a)m, że to zjeb jest”, „Taki niby „ą – ę”, a tu proszę, dno dna” – narasta fala pogardy. Oburzeni równają z ziemią celebrytę i jeszcze jego rodzinę trzy pokolenia wstecz. Nienawiść, agresja i gniew wylewają się z każdej przestrzeni.

Śledzę te reakcje i nie mogę się nadziwić. Noż, kuźwa, sami święci w tym kraju. Jakby zamknęli monopolowe w Polsce, to pewnie nawet nikt by nie protestował. Ale wróć! Może i byłyby protesty, bo przecież Polakom niczego nie wolno zabraniać, niczego nie wolno narzucać. Polakom wolno pić, bo alkohol jest dla ludzi, tylko trzeba pić umieć i nie wpadać na durne pomysły, by po nim siadać za kółkiem. Więc sam alkohol nie jest zły, tylko złe są niektóre rzeczy, jakie po nim robią jakieś barany (bo przecież nie ja, ja NIGDY!).

Za każdym razem, gdy wylewa się ta żółć na pijanego kierowcę, gdy słyszę te pełne niedowierzania teksty: „że taki szanowany, że profesor, że świetny aktor, że lekarz…” i że „ja to NIGDY”, to mam wrażenie, że większość tych komentujących tkwi w szponach typowego dla alkoholików mechanizmu iluzji i zaprzeczeń. Wygląda też na to, że choć tyle dziś w różnych mediach mówi się o wpływie alkoholu na ludzki organizm, wciąż pojęcie na ten temat jest żadne. Bo gdyby jakieś było, to przecież znacząca większość rozumiałaby, że płeć, status społeczny, poziom inteligencji itp. nie mają w przypadku działania alkoholu wielkiego znaczenia. Wiedzieliby, że skoro alkohol jest substancją zmieniającą świadomość, to każdemu, kto go spożywa, tę świadomość zmienia. I tu nie ma wyjątków. Wiedzieliby także, że jak sobie zmienią świadomość, to ich „NIGDY” można o kant dupy potłuc i jak wspomniany aktor, po dwóch kieliszkach wina, któregoś dnia może im przyjść do głowy: „a tam, tak wiele nie wypiłem, przecież nie jestem pijany, mam tylko kawałek do domu, mogę jechać”. Nie trzeba być alkoholikiem, można pić od wielkiego dzwonu, a i tak doznać takiego „olśnienia”. I nie trzeba mieć zaraz 2 promili we krwi, by doszło do tragedii (Jerzy S. miał 0,7, a upośledziło to jego kontrolę). Nie bez powodu w wielu krajach nie wolno mieć nawet 0,1 – 0,5 promila w wydychanym powietrzu, żeby mieć prawo prowadzić.

Tak więc, ludzie, którzy tak się oburzacie w internetach, prześcigacie w oskarżeniach i deklarujecie własną lepszość od jakiegoś pijanego celebryty, miejcie świadomość, że to wasze oburzenie świadczy głównie o waszym ignoranctwie.

Owszem, prowadzenie pod wpływem to najgorszy pomysł pod słońcem. Owszem, to szalenie niebezpieczne dla kierującego i dla innych uczestników ruchu na drodze. Niewątpliwie grozi tragicznymi konsekwencjami. Jeśli więc jesteś kierowcą, nie pij. Bo jeśli pijesz, a w bliskim zasięgu masz auto, to nawet jeśli nie zamierzałeś prowadzić, to w sumie nigdy nie wiesz, w jaki sposób alkohol na ciebie wpłynie i co ci się po nim w głowie uroi.

Marian

PS

Jeśli uważasz to, co robimy, za pożyteczne, rozważ wsparcie naszej działalności drobną wpłatą:

Total
0
Share