Jak przetrwać urlop na trzeźwo?

Wiosna, słońce, sezon grillowy, spotkania z przyjaciółmi, imprezki. Za chwilę przyjdzie lato, wyjazdy na urlop i kuszące zimnym piwem bary przy plaży. Wielu uzależnionych obawia się okresu urlopowego. Boją się, że nie zdołają wytrwać w abstynencji. Nie wyobrażają sobie, jak można przetrwać urlop na trzeźwo. Niemniej wielu z nas się to udaje. Posłuchajcie, jak sobie z tym radzimy – my, trzeźwiejący alkoholicy.

 

Zatrzymaj się!

– Rok temu przeżyłam swoje pierwsze od 30 lat wakacje na trzeźwo – opowiada Karolina. – Miałam za sobą sześć miesięcy abstynencji i bardzo nie chciałam tego zaprzepaścić. Ale nie ufałam sobie. Wiedziałam, że jak poczuję morską bryzę na twarzy, jak poddam się wolności, muzyce i nastrojowi, łatwo mogę popaść w swój pijany schemat reagowania. Uruchomi się we mnie coś, co ja nazywam: „Pierdolę, raz się żyje!” i popłynę. Na szczęście od kilku miesięcy byłam już wtedy na programie 12 kroków AA i pracowałam ze sponsorką. Ćwiczyłyśmy uruchamianie się we mnie tego schematu w różnych okolicznościach życiowych. W końcu zauważyłam, że to dawne hasło: „P…lę, raz się żyje!”, które powstaje w mojej głowie, gdy chcę sobie podbić nastrój, zintensyfikować przyjemność, zmienia znaczenie. Stało się sygnałem alarmowym, a nie czymś, za czym lekkomyślnie mam podążyć. Bardzo chciałam pojechać na te wakacje, więc mimo obaw zdecydowałam się na nie. Moja sponsorka nie protestowała: „Przecież w trzeźwości nie chodzi o to, żeby się bać alkoholu” – mówiła. – „Chodzi o to, by nauczyć się żyć tak, by nie był ci on do niczego potrzebny”. Pojechałam więc na te wczasy. Niekiedy było trudno, niekiedy kusiło mnie, by „zrobić sobie dobrze”: a to mąż mnie wkurzył i zaraz pomyślałam, żeby się napić, a to upał, wszyscy w koło sączą zimne piwo i uruchomiła się we mnie przemożna zazdrość i poczucie rozgoryczenia, że ja nie mogę. „No jak to nie mogę, a kto mi zabroni?!” – pojawiło się w mojej głowie pytanie. I już prawie byłam przy barze, gdy nagle, z przyzwyczajenia już, najpierw postanowiłam zadzwonić do swojej sponsorki.

„Nie widzisz w tym pytaniu podobieństwa do swojego hasła: „P…lę, raz się żyje!”?” – zapytała. – „Prawda jest taka, że nikt ci niczego nie broni. Możesz wszystko. Masz wybór i to jest właśnie ogromna zaleta trzeźwości – możesz wybierać. Jak zaczniesz pić, stracisz to. Zamiast wyboru, powróci przymus. Sądzisz, że warto iść na ten deal?”.

Po tych słowach zeszło ze mnie ciśnienie. Wróciłam do stolika i znów mogłam cieszyć się byciem w fajnym miejscu, na trzeźwo. Zrozumiałam wtedy jedną rzecz: że wystarczy czasem po prostu się zatrzymać, nie poddawać się automatyzmom, nie podążać od razu za swoimi zachciankami. Robisz stop-klatkę, oddychasz, wykonujesz telefon do innego alkoholika i chciejstwo mija, i możesz wrócić do siebie. Tamte wakacje obfitowały w wiele podobnych testów i uczenia się obsługi siebie samej na trzeźwo. Przeżyłam ten czas bez grama alkoholu, a zaraz – mam nadzieję – czeka mnie drugi w moim życiu trzeźwy urlop. I już się go tak nie boję. Już bardziej ufam sobie, bogatsza o narzędzia, o wiedzę, o praktykę radzenia sobie z różnymi swoimi stanami emocjonalnymi. Widzę obecnie tyle zalet z trzeźwości, że za wiele mam do stracenia, by to spieprzyć.

 

Wyzbądź się sentymentalizmu, unikaj nudy!

– Kiedy postanowiłam rzucić picie, najtrudniejsze dla mnie było pogodzenie się z tym, że już nigdy nie usiądę na plaży z drinkiem z palemką – opowiada Agata. – „Jakie to niesprawiedliwe” – myślałam. W mózgu miałam wryty taki obrazek, że jak wakacje, lato, wypoczynek, to zaraz ta plaża, morze i ten drink. Nie potrafiłam tego rozbroić. To było jak dziecięce marzenie, miało w sobie jakąś magię, jakąś tęsknotę. „A nie sądzisz, że to trochę tandetne i sentymentalne?” – zapytała mnie któregoś dnia jedna z alkoholiczek, z którą byłam na terapii. – „Może ci się taki obrazek pojawia w odpowiedzi na nudę? Bo wiesz, ja na przykład doszłam do wniosku, że często piłam z nudy. Jak coś mnie nudziło, to ogarniało mnie poczucie beznadziei. Jak sobie wyobrażałam wakacje i leżenie na plaży, to też wydawało mi się to strasznie nudne i oczywiste było, że wtedy pojawiał się pomysł, żeby się napić. Może u Ciebie jest podobnie?”. Zaczęłam o tym myśleć i rzeczywiście uznałam, że coś w tym jest. Że przecież ja w gruncie rzeczy wolałabym jakoś aktywnie spędzać urlop, a nie leżąc plackiem na plaży. Poza tym, jeśli dotąd wypoczywałam właśnie w tak bierny sposób i kojarzy mi się to jednoznacznie, to co mi szkodzi zmienić schemat, odnaleźć nową formę spędzania wolnego czasu? Swój pierwszy trzeźwy urlop spędziłam na wyprawie trekkingowej. Rety, jakie to było fajne. Nawet kiedy podczas tej wyprawy jednego dnia znaleźliśmy się na plaży i było leżenie plackiem, nie miałam poczucia nudy, tylko realnie wypoczywałam, a z myśli o drinku z palemką po prostu się śmiałam. Nie miałam ochoty się upijać. To mi pokazało, że na trzeźwo mogę uruchomić swoją kreatywność i myśleć nad rozwiązaniami, a nie zawieszać się na problemach. Kiedy włączają mi się jakieś sentymentalne motywy, zaczynają się wspominki związane z alkoholem, które ubarwiam – że niby było tak przyjemnie – ucinam je i ich nie rozkręcam. „Może i wtedy było przyjemnie, ale koszty tej przyjemności były zbyt duże” – mówię sobie i dodaję: „Pomyśl, co możesz zrobić teraz na trzeźwo, by było równie fajnie”. W ten sposób odkryłam, że jestem niezwykle twórczą osobą (śmiech). I zapewniam cię, że można przetrwać urlop na trzeźwo, jednocześnie świetnie się bawiąc.

 

Pamiętaj, kim jesteś!

Nie piję już trzy lata i na co dzień raczej nie mam problemu z głodami alkoholowymi, ale kiedy wyjeżdżam na urlop, czasem łapie mnie ochota, by się napić – opowiada Arek. – Muszę sobie wtedy przypominać, że jestem alkoholikiem i że tak jak ktoś z alergią na orzeszki, nie robi sobie dyspensy na jedzenie ich w wakacje, bo inaczej zaliczy szpital lub nawet zgon, tak samo i ja nie mogę sobie pozwolić na alkohol. Jak przetrwać urlop na trzeźwo? Kiedy pokusa jest silna, wspominam jak strasznie się czułem i jak okropne rzeczy robiłem w fazach ostrego picia. Ile mnie kosztował mój nałóg, jak wiele spraw pogrzebałem, jak wielu ludzi zraniłem. To mnie sprowadza na ziemię i odsuwa ode mnie ochotę na powtórkę z rozrywki. Pomaga mi też stały kontakt z innymi trzeźwiejącymi alkoholikami. Kiedy buzują we mnie emocje, zawsze mogę wykonać „telefon do przyjaciela” z AA i spuścić z siebie trochę pary. Jak na razie te działania u mnie się sprawdzają. Nie polecam rozwiązań typu „piwo bezalkoholowe” jako zamiennik. Przerabiałem to. Jednego roku na urlopie pomyślałem: „A co mi tam, strzelę sobie piwko 0 proc., przecież nic się nie stanie”. A tu nie dość, że okazało się, że czułem się jakoś podchmielony po nim, jakbym jednak wypił coś z procentami, to jeszcze automatycznie włączyło mi się pijane myślenie. Stałem się drażliwy, już nic mi się nie podobało, zacząłem mieć pretensje do żony, dzieci mnie wkurzały. Jak by wszystko w moim ciele mówiło: „Idź się napij!”. Zadzwoniłem wtedy do kumpla z AA, a on mi na to: „No, to sobie sam uruchomiłeś głoda, Arek. Weź się ogarnij, zjedz coś dobrego, wyluzuj i nie sięgaj już po to bezalkoholowe gówno”. Rano miałem kaca. Głowa mnie bolała, ale powtarzałem sobie „chciałeś to masz”, a także „daj czasowi czas, to minie”. Po południu wróciłem na swoje trzeźwe tryby, ale była to dla mnie nauczka. Alkoholikowi nie jest potrzebna substancja, by złapać pijane schematy, wystarczy skojarzenie i jego organizm przestawia się na dawne reakcje, przygotowuje się na zatrucie. Dlatego teraz już nie eksperymentuję z żadnymi „zerówkami”. Jestem alkoholikiem, a to znaczy, że muszę się trzymać pewnych zasad, inaczej kaplica.

 

Warto przeczytać: Czy alkoholik może pić piwo bezalkoholowe?

 

Zadbaj o siebie!

– Kiedy wyjeżdżam gdzieś na urlop, jako alkoholik staram się zadbać o swoje bezpieczeństwo, o swoją trzeźwość – mówi Damian. – Po pierwsze, zawsze sprawdzam czy tam, gdzie jadę są jakieś mitingi AA, bo są na całym świecie, więc zwykle nie ma problemu, by takie znaleźć. Po drugie, wybieram takie formy spędzania wolnego czasu, które nie kojarzą mi się z piciem. Kiedyś jeździłem nad morze, dziś głównie w góry, kiedyś lubiłem miejsca, gdzie było dużo barów, gdzie w planie wycieczki były imprezy, dziś raczej szukam innych atrakcji. Poza tym jak jadę na jakieś zorganizowane wypady, to najchętniej z ludźmi ze wspólnoty AA, którzy nie piją. Dbam też o to, by mieć ze sobą jakiś ulubiony napój i coś słodkiego, żeby czasem nie pomyliły mi się zwykły głód i pragnienie z chęcią na alkohol. Bo zauważyłem, że często myślę, że chce mi się napić piwa, gdy po prostu jestem spragniony. Wiem też, że myśli o alkoholu pojawiają mi się, gdy jestem wzburzony, zły. Dlatego staram się unikać sytuacji, które wyprowadzałyby mnie z równowagi. Praktykuję też codzienną medytację, by wyciszać emocje, łapać dystans do rzeczywistości. Dzięki tego typu działaniom nie piję już siedem lat i sezon wakacyjny mi niestraszny.

 

Warto zobaczyć: Jak nie dopuścić do głodu alkoholowego?

 

Strefa U

Scroll to Top